Czarna Książka, Historie prawdziwe

A mnie się wydaje (1): Ten okropny selfpublishing

Chcesz wydać swoją książkę, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? Nie martw się, ja też nie wiedziałam. Ale przez ostatnie dwa lata sporo się nauczyłam – dość, żeby i Tobie pokazać, jak działa selfpublishing, dla kogo jest i co na jego temat jest absolutnym mitem.

Ćma Książkowa zaproponowała mi ostatnio: napisz o selfpublishingu. Moją pierwszą reakcją (oprócz starannie zamiecionego pod dywan entuzjazmu) było lekkie niedowierzanie – po co mam pisać o selfpublishingu? Inni zrobili to już za mnie. I to tacy inni, którzy się na selfpubie dorobili, jak Finansowy Ninja. Ja przy nich jestem cienki bolek, umiem pisać teksty, ale nie bardzo wiem, co z nimi dalej… Dobra, stop. Właśnie wydaję drugą książkę, jedną już wydałam i świat się nie zawalił. Coś tam wiem. I ten anegdotyczno-poradnikowy cykl ma być dla takich „cienkich bolków”, którzy chcieliby sami sobie wydać książkę, ale nie mają pojęcia, jak się do tego zabrać.

Zacznijmy od podstaw. Co to w ogóle jest ten selfpublishing?

Z angielskiego to najprościej „samowydawanie”, czyli wydanie własnej książki bez udziału profesjonalnego wydawcy. Popularna metoda w USA, w Wielkiej Brytanii, w Rosji… W Polsce niestety bardzo często kojarzona z publikacjami podłej jakości, bez redakcji i korekty, i koniecznie z koszmarnymi okładkami.

Sama się na to nacięłam. Przed premierą pierwszej „Czarnej książki”, kiedy moi znajomi zaczęli repostować zapowiedź antologii na Facebooku, zobaczyłam komentarz: „Skoro to jest takie dobre, to dlaczego selfpublishing?”. Z czego wynika takie nastawienie?

Bardzo często ludzie mylą dwa pojęcia: selfpublishing i vanity publishing.

Vanity publishing to płacenie wydawnictwu za wydanie książki. Autor płaci (w teorii „współopłaca”) za proces wydawniczy i promocję i niczym się nie przejmuje.

W Polsce istnieje co najmniej dziesięć wydawnictw oferujących taki sposób wydania książki. Niestety, koszty podawane przez wydawcę są zazwyczaj zawyżone, jakość redakcji i korekty pozostawia wiele do życzenia, rzadko też książki wydawane w vanity doczekują się godziwej promocji. W normalnym procesie wydawniczym to wydawnictwo inwestuje w tekst, w którym dostrzega potencjał, a pieniądze płyną od wydawcy do autora i nigdy w drugą stronę.

Selfpublishing to co innego. W selfpublishingu autor jest sam sobie wydawcą, twórcą i specem od marketingu. Sam dba o proces wydawniczy i promocję, i zazwyczaj sam ponosi koszty. To sporo pracy i duża inwestycja (w większości przypadków), więc dlaczego ludzie się na to decydują?

Selfpublishing to wyjście w następujących przypadkach:
– kiedy Twój tekst jest zbyt niszowy lub nietypowy, by ukazał się w tradycyjnym wydawnictwie;
– kiedy chcesz mieć pełną kontrolę nad procesem wydawniczym i sam wybrać, z kim współpracujesz;
– kiedy nie chcesz się dzielić zyskiem z wydawcą.

I od razu wyjaśnijmy sobie jedno: tak, niektórzy idą w selfpublishing po tym, jak ich tekst odrzuciło kilka wydawnictw. Ale to nie musi oznaczać, że to, co napisali jest słabe. Czytelnictwo w Polsce ma się, oględnie mówiąc, nie najlepiej, a wydawcy to nie fundacje charytatywne – inwestują w to, co przyniesie zysk. A zysk przyniesie to, co się sprzeda, czyli to, co sprawdzone. Zatem jeżeli Twoją powieść odrzucił piąty z kolei wydawca, to niekoniecznie z tekstem jest coś nie tak. Albo z Tobą. Albo z wydawcą. To tylko rynek.
Istnieje jednak ryzyko, że Twoja książka naprawdę jest kiepsko napisana i jeżeli wydasz ją sam, to tylko wtopisz masę czasu i pieniędzy w projekt, którego za kilka lat będziesz się wstydzić. Jak sprawdzić, czy jest sens samemu wydać dany tekst?

  1. Daj go do przeczytania komuś, kto się zna (pisarzowi, znajomemu, który jest związany z branżą albo osobie, której wymagającego gustu literackiego jesteś pewny) – zapewnienia rodziny i przyjaciół, że napisałeś coś rewelacyjnego, to trochę za mało. Najlepiej niech to będzie osoba, która umie spojrzeć krytycznie, ale nie odnajduje przyjemności w wyciąganiu zdań z kontekstu i obśmiewaniu ich.
  2. Zapytaj wydawcę, co wpłynęło na decyzję o odrzuceniu książki. W większości przypadków dowiesz się, że to tajemnica recenzentów wewnętrznych, ale czasem udaje się uzyskać choćby szczątkową informację. Przy jednej z powieści od paru wydawców dostałam komentarz, że tekst jest interesująco napisany, dobrze się go czyta, ale wydawanie tekstu z mocno zaznaczonym wątkiem żużlowym to zbyt ryzykowna inwestycja, więc jednak nie. To całkiem optymistyczna wiadomość 🙂
  3. Poczytaj książki dotyczące pisania książek i porównaj zawarte w nich informacje z tym, co sam popełniłeś. Zwróć uwagę na takie rzeczy jak struktura tekstu, charakterystyki bohaterów, styl czy poprawność merytoryczna (żeby nie okazało się, że bohater wysiada z pociągu na Dworcu Głównym w Toruniu i wychodzi z dworca wprost do centrum miasta; albo, żeby odwołać się do własnych doświadczeń – że bohater, który dwa akapity temu był pięciokrotnym mistrzem świata, w ciągu pięciu minut stracił jeden z tytułów).

Nadal przekonany, że warto zainwestować? To bardzo dobrze. Ten cykl będzie dla Ciebie. A jeżeli chcesz się po prostu dowiedzieć, jaki bajzel panuje za kulisami wydawania książki, to też zostań ze mną. W kolejnych częściach będzie sporo anegdotek, czarnego humoru i ciekawostek o świecie wydawniczym, o który ocieram się w różnych rolach.

Z kolejnych części dowiesz się:
– jak przerobić surowy tekst na prawdziwą powieść (i ile to może kosztować);
– co zrobić, żeby nie stać się hitem Internetu przez okropną okładkę (albo właśnie się nim stać – bo nieważne, co mówią, byle mówili);
– jak zostać prawie profesjonalnym wydawcą (i czy prawie naprawdę robi wielką różnicę);
– co zrobić, żeby ludzie w ogóle dowiedzieli się o Twojej książce;
– jak w tym wszystkim nie zwariować.

Następny odcinek już we wtorek!

5 Comments

  1. Świetna seria poradników dla nowicjuszy 😉 na pewno będę śledzić. Wiedziałam, że wydawanie książki to nie jest łatwa sprawa, ale nigdy nie zastanawiałam się nad działaniem wydawnictw. Dla mnie bardzo dużo cennych informacji 😉

    Reply
    1. Joanna Krystyna Radosz Author

      Cieszę się, że mogę się przydać 🙂 Jak coś, pisz, mam zbiór rad i pocieszanek na wszelkie okoliczności w temacie.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *