Opowiadania

I nie odpuszczę ci aż do śmierci [część I]

„Szybko założył kask i wskoczył na motocykl. Miał wyścig do odjechania i nagromadzona wściekłość, której nie zdążył rozładować werbalnie, miała mu posłużyć za najlepsze paliwo. Pokaże Ruskowi, kto jest królem na torze w Edynburgu. „

Notka odautorska: Nowy rok trwa dopiero tydzień, więc uznajcie to opowiadanie za prezent noworoczny dla czytelników Czarnego Bloga. A jeżeli Wam się spodoba i zapragniecie więcej, koniecznie polujcie na drugą część już we wtorek!
Autorką ilustracji w nagłówku jest Avil.

I NIE ODPUSZCZĘ CI AŻ DO ŚMIERCI

Edynburg, wrzesień 2008

Stwierdzenie, że Darrenowi było przykro, brzmiało jak niedopowiedzenie stulecia. Darren najzwyczajniej w świecie czuł się oszukany. Stephen przecież mu coś obiecał.

To znaczy, nie jemu osobiście, tylko Mamie, ale Mama nigdy nie kłamała, więc Darren nie widział powodu, by tym razem miała zełgać, że Stephen pozwolił mu na indywidualny trening przed zawodami. Taki dodatkowy, żeby faworyt i miejscowych, i całego żużlowego świata mógł zapamiętać każdy fragment toru w Edynburgu.

Darren od kilku miesięcy był zawodnikiem lokalnego zespołu Monarchów, odradzającego się klubu z aspiracjami do startów w najwyższej lidze, i radził sobie w ich barwach całkiem nieźle. Oczywiście, tym „całkiem nieźle” opisywał swoje starty czysto kurtuazyjnie. Wiedział, że jest jednym z liderów drużyny z niższej ligi brytyjskiej, co jak na osiemnastolatka było nie lada wyczynem. Na dodatek przed dwoma miesiącami wskoczył do kadry Wielkiej Brytanii na Drużynowy Puchar Świata i dołożył swoje cenne punkciki do złota w finale. Interesowały się nim już polskie kluby, a Mama szukała mu menedżera z prawdziwego zdarzenia. Choć nie interesowała się żużlem, zdawała sobie sprawę, że karierą syna może się zająć tylko człowiek z odpowiednim doświadczeniem i pozycją w żużlowym świecie. Nic dziwnego, że Darren Morgan, jeden z młodszych uczestników finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów 2008 w Edynburgu, był murowanym faworytem do złotego medalu. Tym bardziej, że właściciel Edinburgh Monarchs i były mistrz świata w jednej osobie, Stephen Murdoch, obiecał zrobić wszystko, by jego diamencikowi dopomogły ściany. Nie żeby Darren takich sztuczek potrzebował, ma się rozumieć, ale troska legendarnego żużlowca bardzo mu schlebiała…

Przynajmniej dopóki nie przyjechał na tor na dzień przed zawodami i nie zobaczył, że KTOŚ JUŻ TAM JEST. I to ktoś, kto nie wyglądał na któregoś kolegów z drużyny.

Gdy usłyszał warkot motocykla dobiegający ze stadionu, zatkało go tak bardzo, że zamiast polecieć do Stephena i zrobić mu awanturę, stanął jak kołek i stał tak, póki nie zawołała go Mama, by pomógł mechanikom wypakować sprzęt.

Wyjątkowo jej nie posłuchał. To znaczy przyszedł, oczywiście, ale tylko dlatego, że w okolicy nie było widać Murdocha i nie miał kogo udusić za niedotrzymanie obietnicy. Wściekłość jeszcze nie kipiała, ale już podrygiwała w nim i groziła wylaniem się na otoczenie w przypadku jednego niewłaściwego słowa.

– Mamo! – Źle! Miał ton rozkapryszonego dzieciaka, a przecież nie był dzieciakiem, tylko przyszłym mistrzem świata. Wszyscy mu to wieszczyli, nawet ci głupi duńscy dziennikarze, których pytań nigdy nie rozumiał. – Dlaczego tam ktoś jest?

O rany, jeszcze gorzej. I mechanicy to słyszeli. Ale żenada… Craig i James obejrzeli się jak na komendę, nie przerywając wypakowywania sprzętu. Ciekawe, co o nim pomyśleli? Że nie dość, że jest leniem, skoro do nich nie dołączył, to zachowuje się jak panicz z dziewiętnastowiecznej powieści… Ale wstyd.

Mama z westchnieniem podeszła do niego i rozczochrała mu włosy.
– Nie mam pojęcia – przyznała i w jej głosie usłyszał ponure nuty. To go nawet ucieszyło, bo znaczyło, że nie jest skończonym bucem i Mama też uważa, że coś jest nie w porządku. – Pójdę to wyjaśnić ze Stephenem, okej?

Chciał odpowiedzieć, że lepiej wyjaśni sprawę sam. Potem przyszło mu do głowy, że mordowanie wielokrotnych mistrzów świata nie jest najlepszym sposobem rozwiązywania konfliktów. Mama nadawała się do tego lepiej niż on. Mimo wieku – z perspektywy swoich osiemnastu lat jej czterdzieści wydawało mu się eonami – była piękną kobietą, do tego nienachalnie pewną siebie. No i chociaż nie flirtowała z kim popadło, jak to czyniły samotne matki jego kolegów, to umiała użyć swojego uroku, kiedy sytuacja tego wymagała. Na przykład gdy właściciel klubu syna leciał sobie z nią w kulki.

Póki Mama wyjaśniała, Darren wytoczył swoje motocykle, po czym, uznawszy, że dalej mechanicy poradzą sobie sami, poleciał do parku maszyn, by zobaczyć, komu Murdoch pozwolił trenować na edynburskim owalu w piątkowe popołudnie. Do czwartej, kiedy miał zacząć się osobisty trening Darrena, pozostało dwadzieścia minut.

Z obserwacji nic nie wynikło. Boks nieznajomego znajdował się na końcu parku maszyn i młody żużlowiec, choć nie słynął z ostrożności, nie odważył się przejść przez cały parking do tego zakazanego świata. Z daleka widział niebiesko-biało-czerwone uniformy mechaników i mężczyznę w wełnianym płaszczu, który wyraźnie odcinał się na tle dwóch uwijających się przy motocyklach jegomościów, zarówno ubiorem, jak i zachowaniem. Podczas gdy na torze kręcił kółka nieznajomy żużlowiec, mężczyzna w płaszczu to podbiegał do pasa bezpieczeństwa i krzyczał coś do przejeżdżającego zawodnika (Darren nie rozróżniał słów, ale wydawało mu się, że to nie jest po angielsku), to znów dyrygował mechanikami. Czynił to wszystko bez cienia nerwowości, energicznie, lecz nie histerycznie. Widać było, że to on tu jest szefem i zarówno żużlowiec, jak i mechanicy wypełniali jego polecenia bez szemrania. Darren prychnął pod nosem. Ktokolwiek zajął jego tor, miał wiele nauki przed sobą. Żużlowiec, zwłaszcza młody, powinien znać się na wszystkim, co z tym sportem związane – to była pierwsza nauka, jaką chłopak wyniósł ze szkółki. Tamten zawodnik najwyraźniej bywał w innych szkółkach.

Nieznajomy był na tyle nieznajomy, że Darren stracił nim zainteresowanie. Nie wyglądał na drugiego Brytyjczyka w stawce, Kyle’a Kingswortha. Zresztą, gdyby był tu Kyle, byłby też jego ojciec, sam Ray Kingsworth, mistrz świata z Manchesteru i jedna z żużlowych ikon w Wielkiej Brytanii. Darren, jak wielu chłopców z jego pokolenia, miał swego czasu nad łóżkiem plakat Kingswortha seniora. Dziś nie interesowały go sentymenty, a dawny idol nie był nikim więcej jak tylko ojcem rywala.

Ale skoro to nie Kingsworth trenował na torze przy Beaverhall Road, to kto? Kogo, jeśli nie Brytyjczyka, Stephen Murdoch mógł wpuścić do swojej świątyni?

Darren poszedł przebrać się w kevlar, a mechanicy zaczęli grzać motocykle. Gdy wrócił z szatni, Mamy i Stephena wciąż nie było widać, co poważnie go zaniepokoiło. Jednocześnie nieznajomy zjechał z toru, a gdy mechanicy usłużnie odebrali motocykl, wraz z człowiekiem w wełnianym płaszczu ruszył przez park maszyn, wymieniając uwagi w języku, który na pewno nie był walijskim ani angielskim. Duńskim, na ile Darren go znał, również.

Stał w przejściu, więc dyskutujący minęli go – i w tym momencie jego wzrok padł na twarz mężczyzny w płaszczu. Sam się zdziwił, że wcześniej go nie rozpoznał.

– Cześć, pościgamy się? – Zagrodził im drogę szybciej niż zdołał się zastanowić. Wstąpił w niego diabeł, gdy zdał sobie sprawę, że osobą, którą Murdoch wpuścił na tor, jest nie obiekt zainteresowań Edinburgh Monarchs, tylko jakiś ruski dzieciak, z kompletnie Darrenowi niepojętych powodów wspierany przez samego Jeffreya Parkera.

Ruski dzieciak pewnie po angielsku nie rozumiał, bo zdjął kask i patrzył na Darrena wielkimi oczami. Wyglądał na zbyt młodego na Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów. Mały, cherlawy, z okrągłą buźką i starannie uczesanymi ryżawymi włosami, przypominał z urody lalkę niż żużlowca. Czego on w ogóle szukał w tym sporcie?

Zamiast dzieciaka odezwał się Parker.
– Co powiesz na „nie”? – sarknął z silnym szkockim akcentem. – Nasza sesja treningowa właśnie się kończy.
– A moja zaczyna – uśmiechnął się sarkastycznie Darren. Na horyzoncie, rychło w czas, zamajaczył Murdoch w towarzystwie Rianny Morgan. Mama nie wyglądała na szczególnie ponurą, ale to już Darrena nie obchodziło, w końcu umiał sam załatwić swoje sprawy. – Mogę wam odstąpić pięć minut.
– Nie jesteśmy zainteresowani. – Parker stanowczo przestawił swojego podopiecznego, jak rzecz, i chciał wyminąć Darrena, ale ten ponownie wyrósł przed nimi.
– Pan chyba nie wie, kim jestem.

Spotkali się już kiedyś, ale to było dawno. Darren miał trzynaście lat i zafascynował się żużlem, czasem bywał w parku maszyn w Kopenhadze. Ówczesny pracodawca Parkera jeździł wtedy w lidze duńskiej. Wątpliwe, by wielki mechanik – a dziś równie wielki menedżer – pamiętał jakiegoś brytyjskiego dzieciaka. Nawet on nie był dość przenikliwy, by ujrzeć wtedy w Darrenie przyszłą gwiazdę.
Szkot zmierzył go pozbawionym emocji spojrzeniem. Ruski dzieciak, główny temat plotek w żużlu w ostatnim sezonie, stał za Parkerem i usilnie starał się wtopić w ścianę.

– Masz brytyjski kevlar, więc jesteś albo Kyle’em Kingsworthem, albo Darrenem Morganem. Kingsworth wygląda jak swój własny ojciec w młodości, a jego ojca pamiętam bardzo dobrze i wybacz, nie jesteś do niego podobny ani kapki. Wychodzi na to, że mam przed sobą Darrena Morgana, rocznik 1990, wychowanka København SK, obecnie zawodnika Edinburgh Monarchs. I – zawiesił teatralnie głos – wyjątkowo bezczelnego szczeniaka. Bardzo mi miło. Ja się nazywam Jeffrey Parker i nie lubię, jak ktoś mi znienacka urządza najazd na harmonogram. A skoro już ustaliliśmy, kto jest kim i jakie mamy cele, i że są one wzajemnie sprzeczne, równie uprzejmie żegnam.

Skołowany tą tyradą Darren przetrawiał słowa Parkera, dając się Szkotowi wyminąć. I pewnie przegapiłby pół życia, a mistrzostwa na pewno, gdyby z otępienia nie wyrwał go nieznajomy głos. Nieznajomy głos należał do młodego Rosjanina, który, nie ruszywszy się z miejsca, nieznacznie uniósł rękę i wypowiedział kilka dziwnie brzmiących słów. Parker odpowiedział podopiecznemu w tym samym szeleszczącym języku, który musiał być rosyjskim, po czym zwrócił się do Darrena:

– A widzisz, jednak się pomyliłem. Artiom stwierdził, że ma ochotę potrenować z kimś. Jeżeli propozycja aktualna, szykuj motocykl. – Darren zdołał się odwrócić, kiedy dobiegły go dalsze słowa Szkota: – I dziękujemy za możliwość skorzystania z twojego czasu treningowego.
Walijczyk nie wiedział, czy to jego wrodzony pesymizm, czy Parker naprawdę mówi z drwiną. Nie zastanawiał się też nad tym szczególnie, a zamiast tego pobiegł się szykować.

W boksie zastał Mamę w towarzystwie Murdocha i na moment znów zakipiała w nim złość na właściciela Monarchs.
– Widzę, że już się poznaliście z Artiomem. – Właściciel klubu tryskał humorem. Liczne zmarszczki na jego twarzy pogłębiały się, gdy rozciągał usta w uśmiechu, którego przyczyn Darren nie rozumiał.
– Tak właściwie to z jego menedżerem – burknął Darren i krzyknął do mechaników: – Chłopcy, grzejcie najlepszą maszynę, będzie ogień!
– Darren, w coś ty się wplątał? – przejęła się Mama. Machnął uspokajająco ręką. W nic takiego. Przecież nawet nikogo nie pobił. Teraz powiezie po bandzie Ruska, na luzie wygra i złapie trochę dobrej energii przed sobotnimi zawodami.
– Och, poznałeś Jeffa – ucieszył się Murdoch, starannie ignorując zaniepokojony głos Rianny. – To wyjątkowy człowiek. Gdyby nie postanowił wychować gwiazdy, byłby znakomitym promotorem w naszym klubie. Żałuję, że nie złożyłem mu oferty przed sezonem. Nie wiem, czy wiesz, ale był…
– …szefem mechaników Starego Sama – dokończył ponuro Darren. – Tak, wiem.
– Otóż to. Rozumiesz chyba, że kiedy Sam zwrócił się do mnie wczoraj z prośbą, bym umożliwił podopiecznemu Jeffa odbycie małego treningu, nie mogłem odmówić. Chłopak jest nieobyty z brytyjskimi torami…
– Więc niech się z nimi obywa moim kosztem? – nie wytrzymał Darren.
– Darren, nie tym tonem – skarciła go cicho Mama. – Stephen przecież chciał dobrze.
– Walcie się – mruknął pod nosem Darren, cudem opanowując atak szału. Przy Mamie to się jakoś udawało; nie chciał sprawiać jej przykrości. Szybko założył kask i wskoczył na motocykl. Miał wyścig do odjechania i nagromadzona wściekłość, której nie zdążył rozładować werbalnie, miała mu posłużyć za najlepsze paliwo.
Pokaże Ruskowi, kto jest królem na torze w Edynburgu. Załatwi na cacy tego przereklamowanego dzieciaka, o którym nikt by nie mówił, gdyby nie starania Parkera.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *